Na szlaku "Zawołanych po imieniu", fot: marki.pl

W Markach na terenie parafii pod wezwaniem św. Izydora została odsłonięta pamiątkowa tablica w ramach projektu „Zawołani po imieniu” realizowanego przez Instytut Pileckiego.

Jesień 1943 r. Do domu Państwa Banaszków, w którym ukrywani są Żydzi, dociera sygnał o możliwej rewizji niemieckiej żandarmerii. Zarówno dla jednych i drugich to ogromne zagrożenie. W tej sytuacji goście opuszczają schronienie w Pustelniku. Rodzina Banaszków liczy, że to wystarczy, by niebezpieczeństwo zostało zażegnane. Jednak następnego dnia Niemcy dokonują przeszukania, znajdują opuszczoną kryjówkę i mordują 50-letnią Mariannę, 17-letnią Stanisławę i 20-letniego Władysława. Matkę, córkę i syna.

Aby pamięć o czynach Rodziny Banaszków i tragicznych konsekwencjach, które poniosła, przetrwała, we wtorek na terenie parafii pod wezwaniem św. Izydora została odsłonięta pamiątkowa tablica w ramach projektu „Zawołani po imieniu” realizowanego przez Instytut Pileckiego. Jest on poświęcony tym osobom, które zostały zamordowane za niesienie pomocy Żydom.

– Dziś Marki dołączyły do szlaku „Zawołanych po imieniu”. Oczywiście sensem tego programu jest przywracanie pamięci, która po ponad 80 latach od wybuchu wojny może się zacierać. Ale jest też inny sens tego programu – przywołując po imieniu Mariannę, Stanisławę i Władysława, cofamy ten wyrok – powiedziała Magdalena Gawin, wiceminister kultury i inicjatorka projektu „Zawołanych po imieniu”.

– To właśnie przez takie postawy jako społeczeństwo zdaliśmy egzamin z naszego człowieczeństwa. Hitlerowskie Niemcy nie były w stanie wyrwać chrześcijańskich korzeni Europy, na których wyrósł nasz naród. Korzeni, z których wypływała nauka o wzajemnym poszanowaniu i konieczności niesienia pomocy osobom znajdujących się w potrzebie – dodawał Jacek Orych, burmistrz Marek.

Na szlaku „Zawołanych po imieniu”, fot: marki.pl

Jednym ze współorganizatorów wydarzenia był Adam Lubiak, starosta powiatu wołomińskiego. Przytoczył on znany cytat, że „Kto ratuje jedno życie, ratuje świat cały”. I w tej tragicznej historii jest pozytywny element. Część Żydów, których ukrywali Banaszkowie, przeżyła wojnę. Instytutowi Pileckiego udało się dotrzeć do wnuczki uratowanego Rubina Feldszuha.

– Wyraziła ogromną wdzięczność, doceniając „każdą wyciągniętą dłoń w geście pomocy” – powiedział Wojciech Kozłowski, dyrektor Instytutu Pileckiego.

Reklama

O tym samym mówili również przedstawiciele społeczności żydowskiej.

– W tym miejscu jednoczymy się w prawdzie i w szacunku dla osób, które niewinnie straciły życie. W imieniu naszej społeczności dziękuję rodzinie państwa Banaszków, a także ich sąsiadom – obywatelom Marek, którzy nieśli pomoc. Dziękuję też za inicjatywę „Zawołani po imieniu”, która pozwoli ocalić od zapomnienia bohaterów z całej Polski – mówiła Monika Krawczyk, przewodnicząca Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP.

– Hitler zrobił z Żydów „nieludzi”, a z Polaków „pod ludzi”. Jesteśmy tu po to, by w czasach posthistorii mówić, kto był ofiarą, a kto był katem. Polacy byli również ofiarą drugiej wojny światowej – podkreślał Artur Hofman, przewodniczący Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce.

Zbigniew Paciorek, historyk-regionalista, przypomniał, że nie tylko Banaszkowie pomagali lokalnie ukrywającym się Żydom. Jak opowiadał podczas uroczystości, wsparcia udzielali mieszkańcy (m.in. Władysława Kruszewska, Henryk Mańk) jak i lokalne duchowieństwo (proboszcz Teodor Jesionowski z parafii pw. św. Izydora, Zgromadzenie Michalitów ze Strugi oraz Zgromadzenie Sióstr Rodziny Maryi).

Uniwersalne przesłanie pojawiło się w homilii biskupa Romualda Kamińskiego, który odprawił Mszę św, poprzedzającą uroczystość.

– Ci, którzy oddali życie, czerpali moc z krzyża. Złożyli świadectwo i w ten sposób wygłosili orędzie dla przyszłych pokoleń. Także my powinniśmy dawać z siebie wiele i być dla kolejnych pokoleń przykładem. Abyśmy te chwile, które są przed nami, mądrze zagospodarowali, abyśmy dla bliźnich byli wsparciem, a nie utrapieniem – mówił biskup Romuald Kamiński.

Komentarze