Zbiórka krwi dla Filipka z Kobyłki

Zbiórka krwi dla Filipka z Kobyłki, fot. facebook.com\filipdeput

W czwartek 29 czerwca pod Szkołą Podstawową nr 3 w Kobyłce w godzinach 9-13 będzie dostępny mobilny punkt pobrań i będzie można oddać krew, niezależnie od grupy.

Liczy się każda pomoc. Filip bardzo dzielnie walczy od samego początku.

Cześć,
z tej strony Filip. Z pomocą rodziców opowiem Wam swoją historię.
 
Mam 8 lat, pochodzę z Radzymina, a aktualnie mieszkam w Kobyłce, mam starszego brata Szymona, mój tato to Artur, a mama Monika.
 
Pasjonuję się sportem, uwielbiam piłkę nożną, ale moje serce należy do sztuk walki – trenuję judo i mam już kilka sukcesów na swoim koncie. Lubię słuchać muzyki wykonawców takich jak: #sanah, #smolasty, #ekipa, #trzechkróli. Uwielbiam Pokemony i wszystko co z nimi związane. Gram na PS i Nintendo w Fortnite i Stumble guys.
 
Lubię podróżować z rodziną: chodzić po górach i pływać żaglówką (mój tata ma patent żeglarski). Jestem energicznym i ciekawym świata chłopcem, jednak od grudnia 2022 moje życie totalnie się zmieniło…
 
W listopadzie 2022 rodzice odkryli na moich plecach niewielką zmianę – małego guzka wielkości fasolki.
 
Na początku wydawało nam się, że to nic poważnego, przecież mogłem się uderzyć na treningu lub podczas zabawy ze starszym bratem.
 
Moja mama nie odpuszczała… Zawód jaki wykonuje nie pozwolił jej przejść obojętnie koło tematu. Mama pracuje na oddziale radioterapii dzieci chorych onkologicznie więc pojechaliśmy na badania do Instytutu Matki i Dziecka na Kasprzaka. Tam przeszliśmy szereg badan, USG, rezonans i biopsja zmiany pod łopatką. Dzień przed Sylwestrem usłyszeliśmy diagnozę: Chłoniak anaplastyczny. Mama już wiedziała, że to rzadki i agresywny chłoniak nieziarniczny układu chłonnego, który powstaje z obwodowych limfocytów T i stanowi zaledwie 5% wszystkich chłoniaków. Początkowo te zwroty brzmiały dla mnie jak obcy język, ale z wizyty na wizytę słyszałem coraz więcej i zaczynałem rozumieć – wtedy się zaczęło moje piekło.
 
Leczenie rozpoczęliśmy 5 stycznia w Szpitalu Dziecięcym w Warszawie przy ul. Żwirki i Wigury. Ze względu na dodatkowe niepokojące zmiany skórne zakwalifikowano mnie do grupy wysokiego ryzyka. Po drodze musieliśmy zmierzyć się z gorączką neutropeniczną, małopłytkowością i niedokrwistością. W szpitalu spędziliśmy prawie poł roku, to stał się już nasz drugi dom. Sterydy i chemia bardzo mnie zmieniły, przestałem panować nas sobą,
tęskniłem za domem, za Szymonem, za własnym łóżeczkiem…
 
Leczenie zakończyłem 9 maja z wynikiem PETu – uwidoczniono całkowita regresje, skala Deaurilla 1. Nie wiedziałem co to znaczy, ale rodzice płakali ze szczęścia, a ja wraz z nimi – JEST SUKCES!
 
Czerwiec zapowiadał się pięknie – nareszcie w domu, ale przede wszystkim RAZEM. Niestety los miał dla nas inny scenariusz, a radość nie trwała zbyt długo. 5 czerwca wróciliśmy z powrotem na oddział z gorączką i nowymi zmianami na skórze. Jadąc do szpitala i widząc przerażenie rodziców czułem, że nie będzie dobrze..
 
Znów igły, pompy, usypianie… Wyniki pokazały to czego się obawialiśmy najbardziej – mam nawrót choroby. Zaczynam walkę po raz drugi.