Mecz w deszczu, fot: fotolia.com

W niedzielnym meczu kończącym XI kolejkę rozgrywek „Klasy A” gr. I, Wicher Kobyłka pokonał przed własną publicznością Wisłę Jabłonna – 1:0 (1:0). Bramkę na wagę zwycięstwa zdobył Jan Skotnicki.

Spotkanie, które rozgrywane było w bardzo trudnych warunkach pogodowych z pewnością nie rozpieszczało nielicznych kibiców zgromadzonych na stadionie, jednak cel jakim było zwycięstwo został osiągnięty i to jest najistotniejsze. Szalejący Orkan Grzegorz, obfite kilkunastogodzinne opady deszczu oraz woda zalegająca na boisku – oto sceneria w jakiej przyszło graczom Wichru rozgrywać mecz ligowy z Wisłą Jabłonna. Sędziowie po oględzinach boiska zadecydowali, że mecz nie zostanie odwołany i w tym momencie stało się jasne, że w głównej mierze na murawie będzie rządził przypadek.

W tych dość anomalnych warunkach pogodowych lepiej od pierwszego gwizdka arbitra prezentowali się gospodarze. Już na samym początku spotkania zrobiło się groźnie pod bramką Wisły. To za sprawą Jana Szulkowskiego, który w 3. minucie płasko uderzył na bramkę rywala. Golkiper gości zdołał musnąć futbolówkę i Wicher wywalczył w ten sposób rzut rożny. Po rozegraniu „kornera” piłkę głową wybił jeden z defensorów gości. Do odbitej futbolówki dopadł jednak Jan Skotnicki, który bez zastanowienia uderzył mocno w kierunku bramki Wisły. Piłka po delikatnym rykoszecie ugrzęzła w siatce i kobyłkowska drużyna objęła prowadzenie (1:0)! Boisko (a raczej zalegająca na nim woda) sprawiało wiele trudności obu zespołom, jednak goście mieli większe problemy z wyprowadzeniem piłki. Starali się grać długie podania do przodu jednak bez zarzutu spisywali się defensorzy. W 17. minucie spotkania Wicher mógł a nawet powinien podwyższyć prowadzenie. Zagrana od tyłu piłka minęła wszystkich zawodników Wisły i trafiła pod nogi Huberta Władyki, który znalazł się w sytuacji sam na sam z golkiperem przyjezdnych. Zawodnik Wichru podholował trochę piłkę i uderzył na bramkę jednak znakomitą interwencją popisał się golkiper Wisły, który uchronił swój zespół przed utratą gola. W kolejnych minutach obraz gry nie ulegał zmianie. Wicher nadal posiadał przewagę na boisku. Goście cały czas mieli problemy z przystosowaniem się do panujących warunków. Swoich szans upatrywali głównie po stałych fragmentach gry ale także i one nie wychodziły najlepiej. Zawodnicy Wichru za to konsekwentnie próbowali grać do przodu i w 31. minucie meczu stworzyli sobie kolejną okazję bramkową. Tym razem dobrze z piłką w polu karnym rywala odnalazł się Kamil Boratyński, który po udanym dryblingu zdecydował się na płaski strzał w kierunku dalszego słupka. Futbolówka niestety o centymetry minęła bramkę rywali. Chwilę potem pierwszy raz groźniej zrobiło się pod bramką Wichru. Po zamieszaniu w „szesnastce” rywale wywalczyli rzut rożny, który nie przyniósł im jednak większego pożytku. W 39. minucie spotkania kolejną próbę zaskoczenia bramkarza gości podjął Jan Szulkowski. Piłka po strzale zawodnika trafiła jednak w boczną siatkę bramki. W ostatnich minutach pierwszej części spotkania na boisku nie wydarzyło się już nic ciekawego i na przerwę zawodnicy Wichru schodzili prowadząc skromnie 1:0.

Druga połowa meczu rozpoczęła się od odważniejszych ataków przyjezdnych, którzy musieli szukać wyrównującego trafienia. Wicher cofnął się i nastawił na grę z kontrataku. W 54. minucie meczu pierwszy raz od dłuższego czasu „na posterunku” musiał być Oskar Rejf bowiem jeden z rywali zdecydował się na uderzenie z dystansu. Piłka jednak nie leciała nawet w światło bramki. W kolejnych minutach na boisku nadal przewagę posiadała Wisła. Mało było składnych akcji z obu stron, na boisku głównie przeważała walka jednak to przyjezdni przejęli niebezpiecznie inicjatywę. Podopieczni trenera Ryszarda Stromeckiego w drugiej połowie wywalczyli sporo stałych fragmentów gry, zwłaszcza rzutów rożnych, co przy rosłych zawodnikach Wisły stanowiło niebezpieczeństwo. Tego dnia na szczęście defensywa Wichru nie popełniała błędów przy stałych fragmentach gry i niebezpieczeństwo spod bramki było zwykle szybko zażegnywane. W 69. minucie spotkania zawodnicy Wisły Jabłonna mogli pokusić się o wyrówującego gola jednak jeden z rywali przeniósł piłkę wysoko nad poprzeczką po strzale z rzutu wolnego, z narożnika pola karnego, około osiemnastu metrów od bramki strzeżonej przez Oskara Rejfa. W ostatnim kwadransie spotkania rywale przycisnęli trochę mocniej ale przełożyło się to głównie na wywalczenie jeszcze kilku rzutów rożnych, które znowu nie przyniosły większego zagrożenia pod bramką Wichru. Kobyłkowska drużyna miała jedną lub dwie sytuacje na wyprowadzenie szybkiego kontrataku jednak atakowali zbyt małą liczbą zawodników, przez co piłka musiała być zagrywana do tyłu. W 87. minucie celnie aczkolwiek zbyt lekko na bramkę rywala uderzał jeszcze Emil Duklanowski. W odpowiedzi na strzał na bramkę zdecydował się jeszcze jeden z przeciwników ale chybił. W ostatniej, czwartej minucie doliczonego czasu gry goście wywalczyli kolejny rzut rożny. Po dośrodkowaniu w pole karne, piłka spadła na głowę niepilnowanego zawodnika Wisły, który na szczęście uderzył bardzo niedokładnie. Chwilę później sędzia zakończył mecz i zawodnicy Wichru mogli zacząć cieszyć się z kompletu punktów.

Reklama

Mecz rozgrywany był w warunkach, które delikatnie ujmując, nie były sprzyjające do grania w piłkę, ani nawet oglądania meczu. Zalegająca na boisku woda utrudniała zawodnikom rozgrywanie piłki dlatego też niedzielny mecz był meczem głównie walki. Mało było w nim pięknych akcji i kombinacyjnych zagrań bo w takich okolicznościach było o to bardzo ciężko. Warunki jednak były takie same dla obu stron dlatego należy cieszyć się z tego, że kobyłkowscy zawodnicy dość dobrze przystosowali się do takiej aury. Szkoda jedynie niewykorzystanych sytuacji z pierwszej połowy bo przy wyniku np 3:0, druga część spotkania mogłaby być już dużo spokojniejsza. Tak czy siak cel jakim było zwycięstwo został osiągnięty. Teraz Wicher skupia się na kolejnym meczu ligowym z Legionem Warszawa, który najprawdopodobniej zostanie rozegrany w sobotę, 4 listopada o godzinie 10:30 w Warszawie.

źródło: Dariusz Godlewski, MKS Wicher Kobyłka

 

Komentarze