Odwyk samorządowy

Urząd Miasta Kobyłka, fot: WWL24

Nowy Rok to czas rozliczeń tego, co było, ale i czas określenia jasnych postanowień na rok nadchodzący. Zamykamy za sobą pewien okres, otwierając drzwi na zupełnie nowe możliwości. Doskonały termin na składanie przyrzeczeń (często obietnic i zmian), które zazwyczaj nigdy nie są realizowane. To swoisty rodzaj, samo dowartościowania i zapewnienia, że stać nas – mnie, na zmiany.

Jak każdy i ja coś postanowiłem na 2022 rok, to swoisty „odwyk samorządowy”. I choć już samo określenie „odwyk” kojarzy się periodycznie, to wydaje się trafnym określeniem tego, czego jestem świadkiem, uczestnicząc w sesji rady gminy. Swoisty nawyk, bo nie obowiązek, by czynnie uczestniczyć w życiu mojej gminy (Kobyłka, w której mieszkam od kilku lat), świadomym członkiem społeczności mojego osiedla i ulicy.

Myślę o nawyku – przyzwyczajeniu, z którym mam coraz więcej kłopotów, bo tego co pada z ust naszych wybrańców, słuchać się nie da. Dyskusja winna być sposobem wymiany poglądów czy argumentacją już dawno straciła swoją wartość przeistaczając się w pyskówkę, awanturnictwo, publiczne wyśmiewanie czy wręcz łobuzerski slang. Język ulicy zagościł na samorządowych salonach i co gorsza, nie zamierza go opuści.

Jak wiadomo, przykład idzie z góry, (choćby ostatnie posiedzenie sejmowej komisji oświaty), ale wzorce szybko trafiają na partyjno – polityczne doły, w tym posiedzenia gminnych komisji czy obrad sesji. Przykładów jest wiele, choćby budżetowe posiedzenie Rady Miasta Kobyłka, czyli obrady, za których sprawą, coś postanowiłem.

Co ja robię tu

Noworoczna euforia dopadła mnie na tyle, że powziąłem postanowienie o samorządowym odwyku, choć intensywnie myślałem o tym od dawna.

Nie chodziło o „higieniczny tryb życia” czy walkę z nałogami (bo te od zawsze były mi obce), a o podobnych mi mieszkańców, którzy skrupulatnie wsłuchują się w głos władzy. Postanowiłem odciąć się od samorządu, nie wsłuchiwać się więcej w głos włodarzy, nie uczestniczyć sesjach gminy, nie stawiać się na spotkania i narady czy pisać wnioski do budżetu Obywatelskiego.

Powodem wielkiej frustracji, było przeświadczenie, że bezustannie władza robi ze mnie „wariata”, „gra” mną i setkami podobnych mieszkańców gminy, by osiągnąć określony cel (propagandowy?). Bezprawnie zasłania się reprezentowaniem „moich, naszych interesów”, a w praktyce, dbając bardziej o swoje korporacyjno-polityczne „korytko” niż bogactwo mieszkańców. Moje zdecydowane dość dotyczy manipulacji, jakiej próbuje się podać nieświadomych mieszkańców przez panującą władzę, która nie proponuje nic, poza propagandą.

Co prawda obiecanki, pustosłowie padają z obu stron „samorządowego stolika”, ale jedna od dawna wydaje się zdecydowanym liderem, przepowiadając przyszłość z talii kart. Mistrzyni owego zamieszania jest faktycznie Dobra, bo potrafi tym bałaganem zarządzać. Szybko wskazuje prawdziwe intencje radnych, celnie wskazuje winnych niepowodzeń gminnych inwestycji, nakreśla odpowiedzialnych za błędy, posądza o złe intencje, … ale tylko poprzedników i radnych, nie widząc we własnych działaniach żadnego błędu czy uchybienia.

Deklaracja

Dziś po kilku dniach stycznia, kolejny raz rozpatrywałem słuszność swojego postanowienia. Tkwię nadal,…. pozostając spokojnym, po publicznej deklaracji burmistrz mojej gminy. Z tęsknotą czekam na realizację zadeklarowanego noworocznego wyzwania . (…) – Bez rozsądnych ludzi w radzie miasta nie muszę być burmistrzem a nawet nie chcę, jestem przekonana, że to samobójcza misja – wciąż „wisi” na stronie Dobra Burmistrz, a jak wiemy wielokrotnie deklarowała, że radni są …. no właśnie, rozsądni czy nie?

Komentarze